Porady dla poszukujących pracy - happyhr.pl

Facebook w pracy – sprawdź czy Ty też jesteś cyberloaferem :)

Uzależnienie od facebooka, cyberloafing

Zacznijmy od definicji pewnego nieco egzotycznego słówka – cyberloafing. Cyberloafing oznacza wykorzystywanie dostępu do internetu w godzinach pracy, do celów prywatnych. Najbardziej powszechne objawy cyberloafingu to surfowanie w sieci, czatowanie, sprawdzanie prywatnej poczty email, zakupy online. Facebook. A wszystko to w godzinach pracy.

Sprowadzanie kwestii wydajności pracownika tylko do tego czy „uprawia” cyberloafing, jest oczywiście błędem. Gdyby wydajność danej firmy zależała tylko i wyłącznie od tego, czy jej pracownicy spędzają czas na facebooku w godzinach pracy, to polskie górnictwo zapewne byłoby jednym z najbardziej wydajnych sektorów gospodarki. Trudno przecież podejrzewać górników o klikanie na fejsie, podczas fedrowania.

Ale z drugiej strony, jeśli komuś wydaje się, że cyberloafing nie obniża wydajności pracowników – to ma rację. Wydaje mu się.

Ucieczka na facebooka w godzinach pracy to świetny sposób, aby zrobić sobie 3-minutową przerwę. Trzeba przecież odklikać statusy, sprawdzić czy liczba polubień wzrosła, odpisać na komentarze, podlajkować posty znajomych. Ale jak wiadomo – każda akcja powoduje reakcję, więc po godzinie trzeba wrócić na facebooka i ponownie wykonać dokładnie te same aktywności. A że cyberloafing jest zapewne powszechny również wśród naszych znajomych, to jest wielce prawdopodobne, że nagle ktoś z nich złapie nas na czacie, a po chwili z jednego okienka rozmowy zrobią się kolejne. Zapewne wytłumaczymy sobie to koniecznością pielęgnowania relacji z przyjaciółmi... ale właśnie straciliśmy 15 minut. A co gorsza, zaczyna docierać do nas pewien rodzaj frustracji. Nasz wewnętrzny głos podpowiada „Muszę to zamknąć i wracać do pracy”.

Problem w tym, że powrót do pełnej koncentracji trwa trochę dłużej aniżeli sama czynność zamknięcia przeglądarki. Zatem do 15 minut należy doliczyć jeszcze kilka minut myślowego afterparty. Ile takich odpoczynków robimy w ciągu dnia?  Dwa? Trzy? Raz na godzinę? To oczywiście zależy od konkretnego egzemplarza człowieka.

Granica kiedy cyberloafing staje się patologią jest bardzo płynna. Jak się przed tym bronić? Biorąc pod uwagę nachalny system powiadomień jakie ma facebook, jedyną słuszną metodą aby nie dać wciągnąć się do gry, jest całkowita abstynencja w pracy lub całkowita abstynencja w wersji light:

  1. W wersji najbardziej skutecznej, wymagającej silnej woli (szczególnie na początku), obowiązuje bezwzględny wewnętrzny zakaz używania facebooka w godzinach pracy. Przez pierwsze dni spowoduje to oczywiście szok dla organizmu, ale potem będzie już coraz łatwiej. Aby nie popaść z jednej patologii w drugą, należy przestrzegać sztywnego bezwzględnego zakazu również dla innych internetowych używek – pudelka, ratlerka itp.
     
  2. Druga metoda – tzw. light, to wewnętrzna zgoda na zalogowanie się wyłącznie raz dziennie, w z góry określonych ramach czasowych. Dobrym wyjściem będzie zalogowanie się rano, zaraz po przyjściu do pracy, podczas porannej kawy a następnie wylogowanie się i pozostanie w tym stanie do godziny 17.00. Można dać sobie zgodę na wejście na facebooka dopiero po przyjściu do domu lub ewentualnie w kolejnym konkretnie określonym interwale czasowym, np. 13:00 – 13:15.

Absolutnie nie zda egzaminu pracowanie na komputerze z jednocześnie otwartym facebookiem na jednej z zakładek, z założeniem że „będę się pilnować”.

Pomyśl! Perspektywa powrotu do domu w celu sprawdzenia skumulowanej z całego dnia liczby powiadomień na facebooku, jest znacznie bardziej ekscytująca, niż „bycie zarobionym na fejsie” przez cały dzień...


Dodaj komentarz

Image CAPTCHA
Wielkość liter ma znaczenie