Porady dla poszukujących pracy - happyhr.pl

1 dzień z życia bezrobotnego - nie wpadnij w tę pułapkę

Bezrobotny

Mhm... Najpierw Twoje uszy smyrane są przez delikatne melodyjne brzęczenie – to zdecydowanie miłe uczucie! W jednym ułamku sekundy przypominasz sobie swoje dzieciństwo i mamę, która śpiewała Ci do uszka piosenki :). Jednak po chwili ta nienachalna i wdzięczna melodia przyjmuje postać upiornego i denerwującego grzmienia, łamanego na huczenie, ze znaczącą domieszką jazgotu. Próbujesz otworzyć jedno oko, ale powiekę masz jakby otoczoną zbroją z ołowiu. Chcesz za wszelką cenę zlokalizować źródło upiornego hałasu. Przez chwilę masz nawet wrażenie, że to wielki park maszyn wyrósł w ciągu nocy za Twoim oknem, a do niego ochoczo dołączyła piła tarczowa tuż przy Twoim łóżku, tworząc mało zgrany duet. Kakofonia dźwięków trwa w najlepsze i rozrywa Twoją głowę. Mała wskazówka piły tarczowej wskazuje cyfrę siedem. Duża wskazówka piły tarczowej wskazuje dwunastkę.

Tak. Jest siódma rano i nie chce być inaczej. Chowasz głowę pod kołdrą i chcesz zniknąć. I znikasz. Zatopiony w kolejnej porcji błogiego snu. Jeszcze 10 minut – myślisz, błagając samego siebie o odrobinę dobroci dla samego siebie. Myślisz o swoich urodzinach, które masz za 3 miesiące. Nagle przypominasz sobie też definicję „zdrowego egoizmu” i właściwie to wpada Ci do głowy jeszcze kilkanaście sensowych uzasadnień decyzji o tym, żeby pozostać w łóżku. Twoja kreatywność i innowacyjność w tym momencie zasługuje na podziw i nagrodę!

Otwierasz jedno oko i z przyjemnością zauważasz, że ten organ pracuje już znacznie lepiej, niż jeszcze chwilę temu. Jesteś na tyle przytomny, żeby zauważyć piłę tarczową leżącą obok Twojego łóżka, która zdążyła powrócić już do swojej naturalnej postaci – budzika. A ten dziad bez serca wskazuje godzinę... 12.30?! Serio? 10 minut zamieniło się w „kilka godzin później”? A poprzedniego dnia obiecałeś sobie, że tym razem będzie inaczej i w końcu weźmiesz się porządnie do roboty… w poszukiwaniu roboty. Wyszło jak zawsze. Ale przecież szczere chęci były i dobre chęci były też! Czujesz się usprawiedliwiony (choć te emocje przypominają Ci czasy szkolne i podrabiane usprawiedliwienia za nieobecność na matmie – dokładnie te same emocje...).

Jeszcze przez chwilę leżysz w łóżku, bo właściwie ponownie trudno znaleźć Ci sensowny powód aby wstać. Nikt niczego od Ciebie nie chce, nic nie musisz, czas jest pojęciem względnym. Jeden dzień w tą czy w tą, właściwie co za różnica.

W końcu wstajesz i leniwie człapiesz się do kuchni w poszukiwaniu śniadania. Otwierasz lodówkę. O! jest światełko. Poza tym niewiele. Dzwonisz do rodziców/kumpli/dziadków po pożyczkę. Jakoś to będzie. Jesteś już mistrzem w opowiadaniu historii o tym, jak to się przygotowujesz do rozmów, jak wysyłasz tryliardy CV, jaki to jest chory kraj, co nie dostrzega takiego potencjału. Właściwie już sam zacząłeś wierzyć w te historie i w to, że wysłałeś tryliard CV (gdybyś sprawdził maila, okazałoby się, że w folderze ‘wysłane’ jest ich dokładnie pięć).

Zniechęcony spadkiem nastroju siadasz do komputera i odpalasz ulubioną gierkę – tak mija Ci kolejna godzina. Potem obowiązkowo FB (przecież musisz zebrać informacje ze świata!), na którym żalisz się na ten chory kraj, w którym porządni obywatele są skazani na bezrobocie. Za granicą jest lepiej! A w kraju XYZ to nawet zasiłki są wyższe! Rozważasz nawet opcje wyjazdu. Na fali euforii sprawdzasz ceny biletów lotniczych do kraju, który nazywa się „Wszystko-będzie-dobrze”. Zaglądasz jeszcze na profil Kaśki, lajkujesz 7354 zdjęć, fundujesz sobie rundkę gierki i wreszcie postanawiasz, że tak dalej być nie może. Stwierdzasz, że z tym wyjazdem za granicę to był w sumie absolutnie poroniony pomysł (nie zniósłbyś rozłąki z przyjaciółmi, a poza tym nie masz nawet tak dużej walizki, żeby spakować się na wyjazd dłuższy niż tydzień).

Z braku laku ubierasz się i wychodzisz na dwór aby oddać się refleksji i uspokoić skołatane nerwy. Twój sokoli wzrok dostrzega ogłoszenie wiszące na słupie – szukają osoby do pomocy w sklepie. Może zadzwonię, od czegoś w końcu trzeba zacząć? – myślisz zainspirowany całą sytuacją. Nagle wraca Ci chęć do życia. Chcesz zapisać numer telefonu i nawet wyciągasz swojego ajfona, zafundowanego przez rodziców, żeby zadzwonić i dopytać o szczegóły. Ooo, ale właśnie przypominasz sobie, że miałeś zadzwonić do starych żeby zasili konto gotówką. I jeszcze do Karola żeby wpadł wieczorem na pleja (to Wasza cotygodniowa tradycja, a tradycje trzeba pięlegnować!).

Wieczorem dopadają Cię wyrzuty sumienia. Zaczynasz dojrzewać do myśli, że być może zmarnowałeś ten dzień. Można było wstać o 7.00, usiąść przed kompem, sprawdzić najnowsze oferty pracy na portalach ogłoszeniowych i powysyłać kilka CV, zamiast marnować czas na zdobywanie popularności na FB. Moralniak. Karcisz się w myślach i postanawiasz poprawę. 

Aaa, ale właśnie dzwoni Karol. Szykuje się jakaś mała posiadówka dziś wieczorem. Chwila zawahania. Czujesz się jak bohater filmu akcji, który musi podjąć jedyną słuszną decyzję. Masz też jakby fleszbeki z Antygony – przypomina Ci się nawet definicja konfliktu tragicznego, w obliczu którego stanęła bohaterka. W końcu stawiasz wszystko na jedną kartę – jeden wieczór w tą czy w tą. Należy Ci się. Musisz trochę odsapnąć, żeby mieć dobry pałer na jutrzejsze poszukiwania pracy...


Komentarze

Robert (17 Styczeń, 2016)
Niestety, czasami z depresji aż trudno podnieść się z łóżka. Proszę mi wierzyć.
Krystyna (18 Styczeń, 2016)
Panie Robercie, pewnie ma Pan 100% racji. Zwłaszcza, że przy długotrwałym bezrobociu, depresja jest dość powszechna..

Dodaj komentarz

Image CAPTCHA
Wielkość liter ma znaczenie

Podyskutuj na forum (ostatnie wpisy)