Porady dla poszukujących pracy - happyhr.pl

Czy warto zgrywać niedostępnego kandydata

Niedostępny kandydat

Kiedy kandydat i rekruter siadają do rozmów, zazwyczaj mają wspólny cel.

Celem Kandydata jest najczęściej poprawa swoich warunków, wykorzystanie w pełni swojego potencjału, rozwój umiejętności, lepsze zarobki

W przypadku rekrutera, poza potrzebą rozwoju zawodowego i osiągania sukcesów, zazwyczaj jest to chęć zamknięcia rekrutacji pomyślnie znalezionym na rynku kandydatem, wystawienie faktury za zrealizowane zlecenie i zarobienie trochę pieniędzy na fajne wakacje, w zamian za swój wysiłek włożony w poszukiwania.

W idealnej rzeczywistości obie strony powinny usiąść do stołu, otwarcie zakomunikować drugiej stronie swoje cele, oczekiwania i możliwości i albo przybić piątkę, doprowadzając do sytuacji w której każda ze stron zgarnie swoją stawkę, wszyscy będą zadowoleni i zarobią satysfakcjonujące pieniądze albo, w mniej optymistycznym scenariuszu, przyznać że tym razem się nie udało, nie jest nam po drodze, będziemy dzwonić do siebie od czasu do czasu aby zaktualizować dane i złożyć noworoczne życzenia. Może za jakiś czas uda się podjąć ponowne rozmowy.

Repertuar możliwości jest jednak nieco szerszy niż zakładają to dwie powyższe opcje. Wyobraźmy sobie trzy przykładowe sytuacje.

Sytuacja numer jeden

Kandydat: hm, obecnie zarabiam piątkę netto. Na rozmowie rekrutacyjnej krzyknę dychę. Może się uda. Niech wiedzą, że się cenie. Jakby co, to pewnie będziemy negocjować. Tanio skóry nie sprzedam! Niech rybka połknie haczyk.

Rekruter: hm, nasz budżet to sześć tysięcy pln netto. Gdyby oczekiwania tego gościa kształtowały się na poziomie siedem-osiem tysięcy pln, to mógłbym jeszcze negocjować warunki zatrudnienia z Zarządem. Ale dycha to zdecydowanie poza stawką! Nie będę Go naciskał do mocnych negocjacji, bo zależy mi żeby do firmy dołączyła osoba, która będzie zmotywowana warunkami, które jesteśmy w stanie zaproponować. Poza tym mam jeszcze przecież Kandydata B, który ma odrobinę niższe kompetencje, ale idealnie wpisuje się w budżet. Dzwonię do Kandydata B.

Sytuacja numer dwa

Kandydat: teoretycznie mógłbym rozpocząć nową pracę od zaraz, zwłaszcza że firma nawet fajna, ale niech sobie nie myślą, że nie mam innych opcji i możliwości. Niech wiedzą, że mam jakiś wybór. Przygotuję sobie w ten sposób dobre pole do negocjacji wynagrodzenia. Zabajeruję, że obecnie uczestniczę w trzech innych procesach rekrutacyjnych na zaawansowanym etapie i że wstępnie klepnąłem już nawet jedną superofertę. Słyszałem gdzieś o regule niedostępności. Powinno zadziałać. Niech rybka połknie haczyk.

Rekruter: bardzo zależy nam na osobie, która natychmiast zasili nasz zespół. Ten gość uczestniczy w kilku innych procesach. Nie mam pewności czy nasza oferta będzie dla niego atrakcyjna. Mam obawy, że nawet jeśli złożymy mu ofertę, to po prostu ją odrzuci. Nie chciałbym angażować czasu naszego Zarządu na finalne rozmowy z kimś, kto będzie dostępny dopiero za kilka tygodni. Dzwonię do Kandydata B.

Sytuacja numer trzy

Kandydat: obecnie nie mam służbowego samochodu ale przecież mogę powiedzieć, że to mój zupełnie podstawowy warunek. Oczywiście z możliwością wykorzystywania do celów prywatnych. Przydałaby się też siłownia w pakiecie, jakiś lekarz i paczki na święta dla dzieciaków. Niech wiedzą, że mam swoje wymagania, że się cenię i muszą o mnie zawalczyć. Niech rybka połknie haczyk.

Rekruter: na dzisiaj pakiet benefitów w naszej organizacji nie jest jeszcze bardzo mocno rozwinięty. Zamiast samochodów służbowych mamy vouchery na taksówki, ale za to kiedy uda nam się zrealizować cele kwartalne Zarząd ma gest i nie oszczędza na premiach. Ale ten kandydat pewnie przyzwyczajony jest do wyższych standardów pracy. Nasza organizacja i nasz system benefitów może być dla niego niewystarczająco rozwinięty. To się pewnie nie uda. Nie chcemy mieć w firmie osoby, która będzie narzekała na brak służbowego samochodu. Dzwonię do Kandydata B.

 

Rekrutacja wygląda czasem jak gra miłosna, gdzie jedna strona (bądź obie strony!) otaczają się aurą niedostępności, sądząc że podniosą w ten sposób swoje notowania. Czy myślicie, że możliwe jest spotkanie obu stron w warunkach, gdzie szczerze mówi się o swoich oczekiwaniach i wątpliwościach? Gdzie bez elementów żadnej gry, zarówno kandydat jak i rekruter mówią o tym, co mają do zaproponowania i czego się obawiają?

 

 


O autorze

 

Marta Barszczewska - od ponad 5 lat w szczęśliwym, pełnym wzajemnej miłości i fascynacji związku z branżą HR. Lubi wpadać na głębokie wody i rozpracowywać najtrudniejsze sytuacje. Zawodowo związana z agencją doradztwa personalnego, w której pełni funkcję Recruitment Managera. Z wielką pasją buduje miejsce, dla wszystkich tych, którzy zmierzają się z zawodowymi wyzwaniami – serwis happyhr.pl. Po pracy wielka fanka swojego psa Antosia, Nowego Jorku i poszukiwania niezwykłości w zwykłych momentach.

 

Dodaj komentarz

Image CAPTCHA
Wielkość liter ma znaczenie